Stopniowanie miękkości merino

Zadam „głupie” pytanie – Czy wełna merino zawsze jest miękka? I dołożę kolejne – A czy jest merino miękkie i miększe?
I jak zwykle okaże się, że nie ma głupich pytań. Merino nie zawsze jest miękkie i tak, są wełny z merynosa miększe i twardsze, milsze i lekko podgryzające. Dlaczego? Oszczędzimy sobie materiałoznawczego podejścia oraz wyjaśnień i nie będziemy straszyć nanometrami grubości włókna (chociaż osoby bardzo zainteresowane odsyłam do dostępnych artykułów). My skupimy się na tym, co widoczne gołym okiem.
Najogólniej rzecz biorąc, miękkość merino zależy od dwóch kwestii, które możemy zaobserwować same – grubość pojedynczego włókna i siła skrętu i jednej, która dotyczy żywego źródła tej wełny i procesu produkcji – na ile delikatna jest przędza, jak mocno się ją czyści i jak bardzo zostaje przetworzona i potraktowana chemią w procesie produkcji.
Ogólna zasady są takie – im cieńsze pojedyncze włókna, tym miększe merino. Im słabszy skręt, tym miększe merino. Im delikatniejsza przędza i im bardziej producent stara się ją oczyścić i zmiękczyć w procesie produkcji, tym miększe merino.
Jak to się przekłada na konkretnych producentów i ich ofertę?
Chyba najmiększe merino w naszej ofercie ma DROPS. Używają cienkich włókien, skręcają je średnio i dbają o to, żeby przędza była czysta, a proces produkcji sprzyjający dalszemu jej „umilaniu”.
Bardzo podobne podejście ma Malabrigo. Ich Sock w porównaniu z DROPS Baby Merino wydaje się mniej „budyniowaty”, nadal mięciutki, ale taki konkretniejszy. Jakiś pomysł, skąd takie wrażenie? Skręt jest znacznie silniejszy. Nadal mamy cieniutkie włókna, proces produkcji, który dokładnie czyści i zmiękcza, ale ten jeden czynnik – skręt – zmienia nieco postrzeganie i daje wrażenie, że włóczka jest mocniejsza, bardziej zwarta.
Podobnie jak Socka odbierzecie Baby Supremo z RialFilati. Jednak ciekawiej jest przy FantaRial. W dotyku zupełnie inne – nie jak mięciutki budyń, a jak mięciutka, konkretna wełenka, nadal milutkie, ale faktura inna. Dlaczego? Pewnie się domyślacie, że tym razem coś się dzieje z włóknami i bardzo słusznie. Tutaj pojedyncze włókna są grubsze, ich skręt widoczny, ale nie bardzo mocny i w procesie produkcji nie ingeruje się we włókna mocno i zostają one bardziej naturalne.
Ale najciekawsze podejście do merino ma Stenli (nie mamy w ofercie ich czystego merino, bo nadal wychodzimy z szoku). Tutaj włókna są grubsze, skręt zazwyczaj słabszy, ale za to podejście do procesu produkcji – jak to u nich – stawia na jak najmniejszą ingerencję i jak najmniej chemii. Kiedy wzięłam do ręki motek ich naturalnego merino, to pierwsza myśl była taka – to jest wełna i ona podgryza! Dwa razy sprawdzaliśmy etykietę i skład na stronie Stenli, ale tak! Merino może nie być budyniowate i mięciutkie, może być wełniane.
Warto pamiętać, że każde merino ma wielką tendencję do rozciągania się w czasie prania, na co trzeba uważać i nie pozwalać mokrej robótce zwisać i poddawać się sile grawitacji w czasie obciekania i schnięcia. Merino w ogóle nie kocha długich kąpieli wodnych ani wysokiej temperatury. Im słabszy skręt, im grubsze użyte druty i im więcej czystych prawych i lewych oczek (bez skomplikowanych, krzyżujących oczka wzorów), tym większych zmian w rozmiarze można się spodziewać. Mokre merino, jak każda naturalna wełna zaczyna wydzielać zapach owcy, który wietrzeje wraz ze schnięciem, im mniej przetworzone włókna, tym bardziej będzie je czuć w czasie prania. Merino w czasie dziergania daje cudownie równe oczka, więc staje się idealne do żakardowania i skomplikowanych ażurów, ale nawet powierzchnia prawych oczek w wersji z merynosa wygląda pięknie. Tak bardzo subiektywnie nie polecam merino osobom bardzo początkującym na swetry i rzeczy, gdzie rozmiar ma znaczenie. Co naturalne brakuje im zazwyczaj doświadczenia, wyczucia i wiedzy, na ile się toto rozciąga i zamiast swetra można zyskać obszerną tunikę. Zrobienie próbki, wypranie jej i dopiero wtedy wykorzystanie jako podstawy do obliczeń i wyboru rozmiaru jest zalecane i może uratować przed załamaniem nerwowym po praniu. Jeśli dziergamy coś prezentowego lub na sprzedaż, to warto taką rzecz wyprać, żeby obdarowany lub kupujący nie był pierwszym, który to zrobi, bo wtedy mamy pewność, jak się zmieni wielkość i zaskoczenie dotknie nas, a nie nosiciela. Do takich rzeczy warto też dodawać jasne wskazówki dotyczące prania, zgodne z zaleceniami producenta z etykiet.
I na koniec wyznanie osobiste – i ja, i Andrzej kochamy merino miłością bezgraniczną. Ja za równe oczka i przyjemność dziergania, a Andrzej za to, że to jedyny rodzaj naturalnej wełny, który go nie podgryza.
Wasza Aga M. – Intensywnie Kreatywna
2 komentarze
Zostaw komentarz
Musisz się zalogować żeby opublikować komentarz.
Podpisuję się pod tym czterema łapami. Czasem nawet wypranie próbki nie odzwierciedli tego, co się wydarzy z gotowym udziergiem. Robię teraz wynalazek dropsowym Merino Extra Fine brioszką jednokolorową i metodą Contiguous. Starannie obmierzona próbka, obliczenia, a sweterek i tak jest nieco bardzie boxy niż zakładałam 😉 Za to faktycznie mięciutki jak różowy króliczek (akurat dziabnął Konrada w palec :-D)
I jak to dobrze, że ja kojarzę króliczkowe odniesienia 🙂
A przy merino trzeba brać czasami potężną poprawkę na zmiany po praniu, ale taka wiedza przychodzi z latami i doświadczeniem (czasem bolesnym).
pozdrawiam Aga M.