Rozpinany żakardowy od DROPSa

Data publikacji: 5 czerwca 2023|Kategoria: wzory|Tagi: , , , , , |Czas czytania: 21,3 min|

To będzie długi kurs, więc podzielimy go na wyraźnie zatytułowane części, żeby łatwiej było się po nim poruszać.

PROLOG

Nasz Rozpinany będzie oparty o bezpłatny wzór DROPS Design, który oglądamy sobie tutaj, a drukujemy sobie tutaj. Wzór jest po angielsku, ale nie panikujemy z tego powodu.

Zazwyczaj dzierganie z wzorem zaczyna się od:

1. Wpada nam w oko wzór. Zachwyca nas wielkim zachwyceniem. Pojawia się potrzeba „mania odzienia”.

2. Wzór drukujemy, o ile jeszcze go nie mamy w wersji papierowej. I numerujemy strony (!!!), jeśli numeracja nie raczyła nam się wydrukować.

3. Oceniamy, jaki rozmiar odzienia jest nam potrzebny. Przy czym wybór między L, M czy XXL bywa zwodniczy. Dlatego najlepiej, jeśli nasz wzór ma rysunek poglądowy. Nasz takowy posiada. Dlatego przenosimy się na stronę szóstą wydruku, gdzie sweterek jest namalowany w wersji „na płasko” z podanymi centymetrami tu i ówdzie. Do oceny rozmiaru najlepiej spoglądać na liczby mówiące o obwodzie swetra. U nas mamy takie na samym dole i pokazują one, że sweter złożony na pół może mieć 40-45-50-55-60-65 centymetrów. Czyli obwód wyjdzie nam odpowiednio: 80-90-100-110-120-130. Wybieramy sobie to, co nam do figury i potrzeb odpowiada najbardziej. Zapamiętujemy, która w kolejności ta cyferka jest, bierzemy w kółeczko, mażemy markerem…

Uwaga dla osób, którym ta rozmiarówka nie wystarczy w biuście – wybieramy największy rozmiar, a to, czego zabraknie, dorobimy sobie szerszą plisą zapięcia. Tylko uwzględnijcie to w zakupach włóczki – należy  mieć zapas!

4. Rozmiar jest, teraz pytanie o włóczkę. Wracamy na stronę pierwszą i w trzecim akapicie, gdzie zaczynamy od słowa SIZE, czyli rozmiar, mamy też MATERIALS, czyli materiały.

Z poprzedniego punktu pamiętam, że mnie interesuje 4. liczba od początku (rozmiar XL). Napisano mi, że potrzebuję włóczkę DROPS Alpaca w ilości (i tu liczę czwartą liczbę od początku) – 400 gramów czarnego oraz (patrzę rządek niżej) 50 gramów białego.

I teraz pytanie podstawowe – czy ja muszę dziergać z tej konkretnej włóczki??? Nie. Mogę dziergać z czegoś innego, ale to coś innego musi być zbliżone grubością. Zaglądamy zatem do danych tej włóczki „przepisowej” i okazuje się, że Alpaca ma grubość około 335 metrów w 100 gramach. I to jest dla nas informacja ważna – bo wiemy, że jeśli chcemy dziergać z innej nitki, to poszukujemy czegoś zbliżonego, czyli powiedzmy między 310 a 360 metrów w 100 gramach.

Ale metry w gramach to nie najważniejsze, co nam się musi zgodzić. Musi nam się zgodzić… próbka!

5. Szukamy informacji o próbce. Jest tuż pod akapitem z materiałami i tam jest podane, że dziergając na drutach numer 3.00 24 oczka szerokości ma nam dać 10 cm i 32 rzędy wysokości ma nam dać 10 cm. I to jest dla nas kluczowa informacja. Nawet jeśli dziergamy z włóczki przepisowej, to nasze robótki mogą mieć inną „ścisłość” i na drutach 3.00 uzyskamy z 24 oczek nie 10, a na przykład 13 cm. Wtedy zmieniamy druty na cieńsze. Zmieniamy druty do tej pory, aż nasza próbka będzie miała pożądane wymiary.

To samo z dzierganiem z innej włóczki – wybieramy ją tak, żeby grubość była zbliżona, a później dotąd zmieniamy druty, aż uzyskamy to, co próbka nam powiedziała, czyli u nas 24 oczka ma dać 10 cm. Przy czym oczka wszerz są ważniejsze niż rzędy na wysokość! Bo zawsze można coś zrobić krótsze lub dłuższe, ale gorzej, jeśli wyjdzie nam za szerokie.

Podsumowując – wybieramy włóczkę, a do niej dostosowujemy druty. Nie wyciągamy od razu „przepisowych” 3.00, bo może nam wtedy nie wyjść odpowiednia wielkościowo próbka. Może trzeba będzie dziergać na 3.50 lub na 2.75.

6. Teraz będzie odpowiedź na pytanie – czy można dostosować wzór do włóczki o zupełnie innej gramaturze. Oczywiście, wszystko można, ale czasami jest to łatwiejsze, czasami trudniejsze, a bywa, że niemożliwe. Zasada jest taka – im mniej „dzieje się” w projekcie, tym łatwiej o przeliczenie oczek na inną grubość włóczki. Każdy skomplikowany wzór, każdy dziwny kształt, każdy rozbudowany żakard – to może być problematyczne. Wyobraźcie sobie skarpetki z mnóstwem cieniutkich celtyckich warkoczyków, robione oryginalnie z cienkiej wełny. Czy da się to przełożyć na wełnę dwa razy grubszą? Nie, bo warkocze nam się nie zmieszczą na wierzchniej części stopy. A jak się zmieszczą, to obwód skarpetki będzie ogromny.

Teraz jeszcze informacja na temat wariantów karczka i włóczki na nie potrzebnej.

Będzie wersja jednokolorowa, wtedy ilość włóczki czarnej i białej z opisu musicie sobie zsumować i to, co Wam wyjdzie to już będzie włóczka z zapasem do kupienia, bo przy wersji jednokolorowej nie ma nitek ciągniętych po lewej stronie żakardu.

Będzie wersja w paseczki – czyli na karczek potrzebne będzie od 50 do 100 gramów (zależnie od rozmiaru) kolorowych włóczek, w dowolnej ilości kolorów – zależnie od Waszej fantazji.

Będzie też wersja ze znacznie prostszym żakardem (tam potrzeba będzie maksymalnie 50 gramów włóczki w innym kolorze).

I oczywiście oryginalny żakard z wzoru – tutaj ilości szukamy dla naszego rozmiaru w opisie.

Co poza włóczką i drutami oraz wydrukowanym wzorem? Oczywiście standardowe dodatki: markery, nożyczki, centymetr, szydełko i resztki włóczki na prowizoryczne łańcuszki, bo sweter będziemy zaczynać „od środka”.

Tym razem dodatkiem do filmów będzie też sporo opisów do nich we wpisach na stronie. A to z powodu tego, że pozmieniamy w oryginalnym wzorze sporo, jeśli chodzi o sposób robienia chociażby. Rozpinany oryginalny to sweter robiony od dołu… Nie lubimy robić od dołu, dlatego zrobimy sweter od środka, żeby zachować sposób robienia karczka, ale mieć też pełną kontrolę nad długością rękawów i całości. Nie robiłyście jeszcze od środka? Czas najwyższy na takie szaleństwo!

CZĘŚĆ PIERWSZA

Częścią pierwszą będzie karczek, bo przecież uprzedzałam, że zaczniemy od środka. Czemu zaczynamy od karczka? Ponieważ dzięki temu będziemy mieć stuprocentową kontrolę nad wszystkimi wysokościami sweterka, w tym umiejscowieniem podkroju pachy. Poza tym żakardowy karczek jest najprzyjemniejszą częścią dziergania, więc czemu zostawiać ją na koniec?

O tym, co robimy, które liczby z opisu sweterka są dla nas informacją wymaganą, dlaczego nabieramy właśnie tyle oczek i jak sobie poradzić z czytaniem schematu i robieniem go tak, żeby brzegi przodów były symetryczne – wszystko to jest dokładnie opowiedziane na filmie. Obejrzyjcie go sobie najpierw spokojnie w całości. A później druty w dłoń. I napiszę jeszcze raz to, co mówię na filmie – nie panikujcie, że to, co macie na drutach jest wieeeeeeeeeelkie! Pamiętajcie, że jesteśmy w zasadzie w najszerszym miejscu swetra i mamy na drutach oczka przodu, tyłu i dwóch rękawów – nawet u szczupłej osoby to jest trochę oczek.

I jeszcze jedna podpowiedź – ważna!!! Kiedy jesteście mniej więcej po dziesiątym „karczkowym” rzędzie, to weźcie w łapki centymetr, zaznaczcie sobie szpilkami 24 oczka i zmierzcie, że one dają Wam 10 cm (lub tyle, ile wyszło Wam z próbki – uwaga dla osób, które wybrały nieco grubszą włóczkę). Tym sposobem sprawdzicie, czy robicie tak samo ścisło/luźno jak przy próbce. Jeśli są różnice, to oznacza, że Wasz sweter zaczyna się „rozjeżdżać” z rozmiarem! Prucie tych 10 rzędów to jeszcze nie tragedia, gorzej, gdy ma się pół swetra i dochodzi się do wniosku, że jednak coś jest nie tak. Zmierzcie! Sprawdźcie! I albo zmieńcie druty, albo wybierzcie inny rozmiar. Ale to jest ostatni moment, by zrobić to bez dramatu, płaczu i zgrzytania zębami.

Filmowo opieram się zawsze na schemacie żakardu z oryginalnego wzoru DROPSa. Jednak przygotowany jest także ten sam schemat karczka, ale „czysty”, dla tych, którzy chcą dziergać wersję jednokolorową oraz w paseczki. Plik do wydrukowania poniżej.

Zachęcam Was do małego szaleństwa – na tym pustym karczku możecie zaprojektować własny wzór! Szczególnie osoby, które już się z żakardem zaprzyjaźniły i mają na przykład ochotę na coś bardzie kolorowego niż w dwóch odcieniach włóczki. Nie ograniczajcie się. Jedyne, co sugeruję, to sprawdzenie wzoru na kliku powtórzeniach raportu, zanim zaczniecie szaleć na około 400 oczkach – gdyby praktyka kazała zweryfikować projekt.

CZĘŚĆ DRUGA

Na drutach po zrobieniu ostatniego rzędu według schematu powinno być (w kolejności rozmiarów): 107 – 119 – 131 – 143  – 155 – 167 oczek.

W kolejnym rzędzie dokonamy jeszcze jednego zwężenia robótki tak, żeby obwód zaczął bardziej odpowiadać naszym obwodom szyi. Zależnie od rozmiaru należy w tym rzędzie zamknąć w równych odstępach: 15 – 19 – 23 – 27 – 31 – 35 oczek. Jak policzyć to, co ile oczek robić dwa razem, pokazane jest na filmie.

Zaraz po zakończeniu ostatniego rzędu zwężającego zabieramy się za podnoszenie tyłu – rzędami skróconymi. Robimy 56 – 60 – 64 – 68 – 72 – 76 oczek lewych, co nas przeniesie 10 oczek za środek sweterka i zaczynamy dziergać rzędami skróconymi. Najpierw 20 oczek, w kolejnym obrocie 30, w kolejnym 40 i tak aż do chwili, kiedy dojdziemy do brzegów karczka.

Wszystko o rzędach skróconych, jak zabezpieczać nitkę przez owinięcie o następne oczko, jak później tą owiniętą, zabezpieczającą nitkę podnieść do góry i przerobić razem z oczkiem – to wszystko na filmie.

I to koniec naszej pracy z karczkiem w tej chwili. Wrócimy do niego, kiedy będziemy zajmować się wykończeniami sweterka. Na razie możemy o tych oczkach zapomnieć. Można je przełożyć na zapasową żyłkę i zabezpieczyć końcówki, żeby żyłka nie próbowała się wysunąć z oczek. Można też prowizorycznie zamknąć oczka szydełkiem – ta metoda jest pokazana na filmie. Wolę takie rozwiązanie, ponieważ nie mam wtedy dodatkowej żyłki zwisającej z robótki, a włóczka nie zaczepia mi się później o końcówki zabezpieczające żyłkę.

W ramach przygotowania do pracy nad dołem karczka możecie już spruć prowizoryczny łańcuszek na dole i przełożyć powoli i uważnie oczka na druty.

CZĘŚĆ TRZECIA

Zaczynamy dzisiaj od takiej sytuacji na drutach – góra karczka prowizorycznie zamknięta, a oczka dołu mamy z powrotem na drutach, po zdewastowaniu prowizorycznego szydełkowego łańcuszka.

Pierwsze, co robimy, to przedłużamy karczek do poziomu pachy. W jednym z ostatnich rzędów poszerzając go jeszcze o kilka lub kilkanaście oczek. Uwaga! Na drutach – ze względu na to, że mamy przełożone oczka z szydełkowego łańcuszka – mamy o jedno oczko mniej, niż nabierałyśmy na początku. Dzieje się tak, bo szydełkowy łańcuszek trzyma nitki pomiędzy oczkami robionymi w górę, a tych nitek jest mniej, o jedną mniej. Dlatego przy dodawaniu zwiększamy liczbę dodawanych oczek o jedno.

I druga uwaga – karczek możemy przedłużyć mniej lub bardziej, niż sugeruje wzór – dopasowując do swojej budowy. Szczegóły na filmie.

Szczegóły techniki dodawania oczek tak, by nie powstawały zbyt wielkie dziury, też na filmie.

Podsumowując – wzór wskazuje, że dla poszczególnych rozmiarów przedłużamy karczek i poszerzamy go o:

3 rzędy, dodając 5 oczek + 1 brakujące

5 rzędów, dodając 8 oczek + 1 brakujące

9 rzędów, dodając 11 oczek + 1 brakujące

13 rzędów, dodając 10 oczek + 1 brakujące

15 rzędów, dodając 9 oczek + 1 brakujące

17 rzędów, dodając 8 oczek + 1 brakujące

Kolejny krok – podział na oczka przodów, rękawów i tyłu. Oczka rękawów zostawiamy na razie na zapasowych żyłkach lub zamykamy prowizorycznym łańcuszkiem szydełkowym. W tym samym rzędzie dodajemy też oczka na podkrój pachy – niezależnie od rozmiaru jest to 12 oczek dla obu stron swetra.

Podział oczek dla poszczególnych rozmiarów to:

(294 oczka na drucie) 41 przód – 64 rękawy – 84 tył – 64 rękawy – 41 przód

(330 oczek na drucie) 47 przód – 70 rękawy – 96 tył – 70 rękawy – 47 przód

(366 oczek na drucie) 54 przód – 76 rękawy – 106 tył – 76 rękawy – 54 przód

(398 oczek na drucie) 59 przód – 80 rękawy – 120 tył – 80 rękawy – 59 przód

(430 oczek na drucie) 65 przód – 84 rękawy – 132 tył – 84 rękawy – 65 przód

(462 oczka na drucie) 71 przód – 88 rękawy – 144 tył – 88 rękawy – 71 przód

I w końcu dziergamy w dół. Kto jest zainteresowany zwężeniem swetra w talii, ten znajdzie wskazówki na filmie. Jednak uwaga – mówiłam to na filmie, ale powtórzę – przy swetrach rozpinanych nie dopasowuje się swetra idealnie do talii, czyli nie dzierga się drugiej skóry, bo sweterek będzie się po zapięciu rozłaził. Talię się raczej zaznacza. Łagodnie odejmując i łagodnie dodając. Na takie idealne taliowanie decydujemy się zazwyczaj przy swetrach wkładanych przez głowę.

W oryginale sweter nie jest taliowany.

Jeśli komuś mało żakardu, to na dole może powtórzyć żakardowy wzorek w jego prostej wersji (tej z podkolanówek), czyli M.2. ze strony piątej. Sprawdźcie, ile wzór ma rzędów, ile to będzie centymetrów (mierząc na tyle sweterka najlepiej) i odpowiednio wcześnie zacznijcie go wrabiać.

Dziergamy prawie do pełnej długości – zostawcie kilka centymetrów na zrobienie plisy – około 3-4 cm będzie idealnie.

Przypominam, że dziergamy Rozpinanego według bezpłatnego wzoru DROPS Design Winter Fantasy.

CZĘŚĆ CZWARTA 

Zajmiemy się wykończeniami – od początku do końca! Dół, dekolt, plisy zapięcia – pełen zakres. Oznacza to jednak, że czeka nas trochę dłubaniny. Nie spieszcie się jednak – im dokładniej i spokojniej podejdziemy do tematu, tym lepszy, bardziej estetyczny efekt osiągniemy.

Na filmie pokazane jest kroczek po kroczku wykończenie swetra tak, by uzyskać efekt jak na zdjęciach poniżej. Oczywiście można inaczej – może być ściągacz, splot francuski, wariacje na temat warkoczyków czy ryżu. Jeżeli macie swoje ulubione sposoby wykończenia i dla Was sprawdzają się one najlepiej – sięgnijcie po nie.

Kolejna kwestia – wykończenie podkroju szyi. Ja bardzo lubię, kiedy mam płasko i bez stójki – takie rozwiązanie jest pokazane na filmie. Jeżeli jednak chcecie podnieść linię podkroju, a stójka to jest to, co Wam się podoba – dziergamy, tylko pilnujcie, żeby dobrze się układała (cieńsze druty, mniej oczek na górnym brzegu).

I ostatnia sprawa – zapięcie. Guziki to jest coś, czego nawet nie usiłuję do swetrów przyszywać. Robię plisy brzegowe na przodach, ale jako element ozdobny. Jednak na tejże plisie możecie spokojnie zrobić dziurki. Wszystko o tym, jak je robić, jak wyliczyć ich wielkość i położenie, znajdziecie w Razempoduchowaniu. Pamiętajcie tylko, że jeśli robicie plisę składaną na pół, to dziurka musi być na obu warstwach i nakładać się na siebie idealnie.

Teraz materiał fotograficzny, żeby było wiadomo, jak poszczególne elementy mają wyglądać.

Prawa strona, dolny brzeg. Widać kolorowe ząbki na dolnej krawędzi i identyczne na brzegu plisy przodu. Widać też, że ozdobny rulonik dociera do samej krawędzi.

To samo miejsce po lewej stronie. Zauważcie, że plisę zapięcia przyszywamy tak, żeby zakryć wszystkie „cuda-wianki” na brzegu. Łącznie z tym, że zabezpieczone porządnie nitki też upychamy w złożonej plisie, zaszywamy i zapominamy o nich. Zszywamy też brzegi plisy zapięcia na górze i na dole. Ja sobie trochę poszalałam z kolorami po lewej stronie. Plisa dolna jest po lewej stronie cała w kolorze kontrastowym. Plisa brzegowa przodu ma tylko paseczek koloru, a dalej już w kolorze podstawowym.

To teraz góra plisy brzegowej, pod szyją. Widać, że cały brzeg żakardowej części został zaszyty do środka.

Ozdobny rulonik widziany „od strony pleców”. Widać, że wykończenie jest dość wąskie – rulonik i dwa rzędy półsłupków. Szydełko pojawia się tutaj jako najlepszy środek trzymający dekolt w ryzach. Dzięki niemu nic się nie powinno rozciągać i łatwo kontrolować, jaki obwód ma sweterek pod szyją. Gdyby ktoś chciał robić stójkę, a boi się o to, że później sweter będzie mu się rozciągał, to można zamknąć oczka szydełkiem – tak jak tu – a dopiero na szydełkowym łańcuszku nabrać oczka i zrobić stójkę.

CZĘŚĆ PIĄTA

Został nam rękawy i nimi się dzisiaj zajmiemy.

Jak zwykle wszystko macie filmowo, więc nie mam zbyt wiele do napisania.

Jedyne, co jest konieczne, żebyście nie musiały szukać we wzorze to kwestia, co ile centymetrów wzór przewiduje zwężanie rękawa.

W kolejności dla rozmiarów to odejmowanie co: 4.5 – 3.5 – 2.5 – 2.5 – 2 – 2 centymetry. Jak to sobie przełożyć na okrążenia, macie pokazane na filmie.

Natomiast, ile razy będziecie odejmować oczka, to już bardzo zależy od tego, jak długie macie łapki. Zasada jest taka – odejmujemy równomiernie od pachy prawie do nadgarstka. Przestajemy, kiedy zaczynamy robić wykończenie: plisy, ściągacze itp.

Na filmie pokazane jest, jak sobie poukładać rękawy na jednej długiej żyłce i robić je jednocześnie. Wtedy odpada nam robienie notatek dotyczących zwężania, bo robimy to od razu na obu rękawkach. Pamiętajcie, że potrzebna nam długa żyłka, żeby się taki manewr udał.

CZĘŚĆ SZÓSTA

Przed nami jeszcze część ostatnia – „praniowa”.

Zanim w ogóle pomyślimy o wodzie musimy wcześniej wykonać dwie ważne czynności.

Czynność pierwsza – pomiary centymetrem. Rozkładamy sobie sweterek na płaskiej powierzchni i mierzymy wszystkie ważne miejsca: długość rękawów i ich szerokość, szerokość swetra na poziomie biustu, talii i na samym dole, długość sweterka od szyi do samego dołu. I wszystkie inne miejsca, które uznajemy za ważne. Robimy sobie do tego rysunek poglądowy lub po prostu zapisujemy, co nam z tych pomiarów wychodzi.

Poniżej zdjęcie – zauważcie, że sweterek jest w miarę równo ułożony, ale nie ponaciągany.

Kolejna czynność „przed-wodna”, to przymiarka swetra. Zakładamy na siebie i zastanawiamy się, czy są miejsca, gdzie sweter wymaga lekkich „poprawek liftingujących”. Może chcemy rozciągnąć nieco obwód w biuście, albo wyszło nam, że mamy rękaw o 2 centymetry za krótki. Wszelkie niezbędne poprawki dopisujemy sobie na rysunku lub liście pomiarów.

I teraz zaczyna się część wodna.

Ja mam pralkę, której ufam i która nic mi nie „zeżarła” ani nie narobiła kłopotów z własnej woli (zdarzają się sfilcowane tragedie, ale to zawsze moja wina). Mój sweter wylądował zatem w bębnie, program prania wełny w 20 stopniach, wirowanie 400 obrotów na minutę. Płyn do prania dzianin. Pralka na takim programie działa jak anemiczna i chimeryczna karuzela. Nabiera wody i czeka… raz na jakiś czas miąchnie bębnem, ale jakby bez entuzjazmu, ale generalnie pozwala się wełnie moczyć, od czasu do czasu przekładając sweter na drugą stronę.

To samo trzeba zrobić, jeśli pierze się ręcznie. Woda letnia (ze wskazaniem na „raczej chłodna”), do tego płyn do prania. Rozpuszczamy dobrze płyn, wkładamy sweter, stosujemy siłę fizyczną, żeby go dobrze namoczyć, czyli ugniatamy, nie ciągniemy. Nawet nie podnosimy za jeden rękaw, żeby nam się nic niepotrzebnie nie wyciągało. Kiedy mamy pewność, że każde oczko „pije wodę”, to zostawiamy całość. Niech namaka. Od czasu do czasu przewracamy, żeby była pewność, że namaka nam całość. Czemu nie proszek? Bo proszek się najpierw fatalnie rozpuści w chłodnej wodzie, a później fatalnie wypłukuje, nawet w pralce. A kiedy pierzemy ręcznie, to można stoczyć bardzo nierówną walkę. Po drugie proszek zazwyczaj jest dość „agresywny chemicznie”.

Czy musi być drogi, specjalistyczny płyn do prania wełenek? Może być, ale nie musi. Ja przez lata używałam taniego, ale dobrego Kłębuszka – sprawdzał się w pralce, dobrze się wypłukiwał. Przy sztucznych włóczkach potrafię wlać zwykły płyn do prania kolorowych rzeczy w pralce. Drobiazgi potrafię wyprać ręcznie w mydle w płynie do rąk. Mam wrażenie, że więcej krzywdy można zrobić zbyt gorącą wodą niż tym, że nie pierze się w drogim płynie.

Koniec dygresji. Sweter nam się wymoczył w wodzie z płynem do prania przez około 30 – 40 minut. I tak, dobrze widzicie. Aż tyle. Włóczka się musi wodą „opić”, dopiero wtedy jest szansa na równe oczka.

Taki sweter wyjmujemy jako całą mokrą kupkę włóczki i ugniatamy, najlepiej w umywalce, żeby się pozbyć nadmiaru wody. Nie skręcamy, nie pozwalamy, żeby nam się coś wyciągnęło. Ugniatamy mocno i porządnie, ale jako całość.

Płuczemy – woda powinna mieć taka samą temperaturę jak pierwotna woda do prania. Czyli znowu chłodna kąpiel. Tym razem już nie zostawiamy, tylko aktywnie płuczemy – kręcimy swetrem w wodzie, ugniatamy itp. Płyn do płukania? Raczej nie. Po pierwsze płyny do prania same dość ładnie pachną i już im nie potrzeba wspomagacza. Po drugie – płyny do płukania są dość „tłuste” i mogą zaszkodzić, szczególnie tam, gdzie mamy do czynienia z włóczkami z włoskiem.

Wyjmujemy, wygniatamy nadmiar wody i odkładamy do obcieknięcia. Nie przewieszamy przez kij od mopa oparty o brzegi wanny! Składamy całość w regulaminową kosteczkę i kładziemy na suszarce, a miskę stawiamy pod spodem. Dobrze jest to zrobić i po praniu ręcznym, i po praniu w pralce, bo w tym drugim przypadku wirowanie jest symboliczne i woda i tak kapie.

Kosteczka sprawia, że woda cieknie dłużej, ale nic się w swetrze nie wyciąga w niekontrolowany sposób.

Kiedy już nam ze swetra nie cieknie i jest zaledwie lekko wilgotny, to rozkładamy karimaty, ręczniki, styropian czy inne powierzchnie, na których macie zwyczaj suszyć i układamy sweter na płasko. Natychmiast sięgając po centymetr, żeby odtworzyć wielkości, które były przed praniem, ewentualnie rozciągając i naciągając tam, gdzie chcemy wprowadzić zmiany.

Jeszcze pytanie, które się pojawia – czy można suszyć na manekinach? Na mojej Denatce nie, po pierwsze jest pokryta materiałem do wbijania szpilek i gdybym to moczyła regularnie swetrami, to by mi ta tkanina płatami oblazła. Po drugie Denatka to lekka inwalidka, bo nie ma rąk, ramiona kończą jej się dość gwałtownie. Mokry sweter plus te ramionka oznacza zdeformowanie linii ramion swetra na bank. Po trzecie i to już dotyczy wszystkich manekinów, także tych plastikowych i z łapkami – wilgotny sweter potrafi być ciężki i zaczyna się wyciągać pod własnym ciężarem. Grawitacja nie zniekształca tylko, gdy się schnący sweterek rozłoży na płasko. Wniosek – ja bym na manekinie nie suszyła.

Wracamy do rozkładania wilgotnego swetra na płasko i łapania wymiarów ostatecznych.

Dobrym określeniem tego, co się dzieje przy układaniu swetra do suszenia, to użycie słowa „formowanie”, bo my ten sweter formujemy do ostatecznego kształtu. Zazwyczaj nie oznacza to naciągania i wyciągania. Raczej układanie.

A szpilki? Czy przypinamy coś szpilkami? Raczej nie! Szczególnie przy włóczkach z wełną. One doskonale zapamiętują kształt i „dzióbek” zrobiony w miejscy wbicia szpilki i naciągnięcia dzianiny będzie widoczny. Prawie tak, jak miejsce po przypięciu swetra spinaczem do suszarki…

Sweterek zostawiamy rozłożony na płasko aż do momentu, kiedy jest suchy jak pieprz. Nie dosuszamy go na oparciu krzesła lub na wieszaku (nawet od męskiej marynarki), bo nam się powyciąga na ramionach. Nie przewieszamy przez suszarkę, ani nawet nie kładziemy na niej, bo nam zostaną ślady po suszarkowych linkach. Czekamy cierpliwie, aż wyschnie samo na płasko. Przy grubych bawełnach to czasami około 48 godzin, ale nie dotykamy, żeby nie zdeformować w tej ostatniej fazie.

Zostaw komentarz