Prym Ergonomics z żyłką

Data publikacji: 27 lipca 2017|Kategoria: Dostawa, Druty|Tagi: , , , |Czas czytania: 2,5 min|

Kiedy Prym zapowiedział wprowadzenie drutów ergonomicznych, to dziewiarski świat wstrzymał oddech. Nowa generacja. Zupełnie niestandardowe podejście do projektowania drutów. Rzeczywiście, coś w tych określeniach jest.

Przyjrzyjmy się zatem tej nowej generacji drutów z żyłką uważnie.

Po pierwsze same druty mają trójkątny przekrój. Do tej pory byłyśmy przyzwyczajone do okrągłego, a nagle coś takiego. Jednak ma to głęboki sens – łatwiej się takie druty stabilnie trzyma, bo naturalnie dopasowują się do wgłębień w dłoni i nie ślizgają. To jest plus.

Końcówki są wykonane z wysokiej jakości śliskiego plastiku. I tu potwierdzam, że jest rzeczywiście gładki i jak na plastik niesamowicie śliski. Czy to plus czy minus, to w tym wypadku będzie ocena bardzo indywidualna. Jeśli ktoś lub pracować na drutach drewnianych lub bambusowych, to zakocha się i w Prym Ergonomics. Oczka ślizgają się lepiej niż na drewnie. Jeżeli jednak ktoś uwielbia „szybkie dzierganie”, na metalowych, śliskich końcówkach, to może stwierdzić, że tutaj jest jednak trochę za wolno.

Ciekawostką są czubki drutów – mają lekko wydłużoną kuleczkę na końcu. Pierwsza myśl jest taka, że tego się nie da sprawnie wbić w oczko. Ale tutaj czeka nas zaskoczenie! Już po pierwszych kilku rzędach nie tylko okazuje się, że czubki wbijają się w oczka idealnie, ale na dodatek chronią przed przypadkowym wkłuciem się we włóczkę – dosłownie wślizgują się w oczko. To wielki plus.

Żyłka to kolejny pozytyw – jest metalowa, czyli wytrzymała. A dodatkowo takie żyłki pozostają zawsze proste, nie odkształcają się, nie zwijają w trakcie dziergania.

Moja bardzo subiektywna opinia jest zdecydowanie na tak. Przy czym przyznaję, że po wyjęciu z opakowania i przy nabieraniu oczek miałam wrażenie, że się z Prym Ergonomics nie polubię, bo ten kształt i te czubki… Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu już po pierwszych rzędach okazało się, że jest dobrze.

Dla kogo te druty? Przede wszystkim dla początkujących! Osoby, które uczą się dziergać będą miały ułatwione zadanie, bo łatwiej się je trzyma, łatwiej się wbija poprawnie w oczka. A jednocześnie oczka nie mają prawa uciekać z drutów, bo to nie śliski metal.

Powinny się nimi zainteresować także osoby, które nie lubią drutów metalowych, bo dziergają wolniej i potrzebują pełnej kontroli nad oczkami.

Mam pewne wątpliwości, czy wielką miłością zapałają do nich te dziewiarki, które kochają śliskie metalowe druty i dla których robótka dosłownie musi „płynąć”, bez żadnych przerw, bo dziergają szybko. Tutaj przyda się osobiste przetestowanie drutów i własna decyzja, czy na przykład nie kupić tylko tych większych numerów, do grubszej wełny, kiedy i tak nie dzierga się szybko, a ważna jest łatwość wbijania się w oczka i stabilne, pewne trzymanie końcówek.