Och… akryl…

Mam wrażenie, że w Polsce akryl cieszy się złą sławą, która przez pokolenia przeszła z lat słusznie minionych do czasów współczesnych. Fakt jest niezaprzeczalny – były takie czasy, że akryl królował na półkach pasmanterii (i niewiele więcej było) i to taki marnej jakości, twardy, skrzypiący przy robieniu (ból zębów gwarantowany) i mechacący się po pierwszym praniu. Jednak tamten akryl i akryle dzisiaj to zupełnie inne podejście do produkcji i jej kosztów i chyba czas te mity odczarować. Tym bardziej, że czasami mam wrażenie, że osoby, które takie motki lubią lub tylko na takie mogą sobie w tej chwili pozwolić, wstydzą się to powiedzieć głośno, bo jak to! Jak można wybrać akryl a nie wełnę prosto od owcy z wyspy, gdzie owce są szczęśliwe a pastwiska zielone. Można i powody bywają różne, od użytkowych, po ekonomiczne. I tak, jak mamy różne upodobania kolorystyczne, tak samo mamy przeróżne upodobania co do rodzaju włóczki, z której dziergamy. I jasne, też zachwycam się cudną włoską wełenką z merino, ale to nie znaczy, że zawsze i wszystko będę z niej dziergać.
To zacznijmy od tego, że producenci akrylu mają świadomość, że konkurują na bardzo trudnym i szerokim rynku i zaproponowanie czegoś marnej jakości nie przejdzie, bo wtedy kupimy takie motki raz, zrazimy się i więcej do nich nie wrócimy. Dlatego dzisiejsze akryle są w większości miękkie i wiele z nich jest w wersji antypilling, czyli z mniejszą tendencją do mechacenia. Mało tego, są tak zwane mikroakryle, które w procesie produkcji są pozbawiane włoska, skręcane z wielu cieniutkich włókien i dają w efekcie dzianinę nie tylko miękką, ale i gładką, z lekkim poślizgiem. A do tego wielu producentów ma specjalne linie przygotowane z myślą o najmłodszych – miękkość do kwadratu, ale także produkcja ze świadomością, że nic, co jest w jej trakcie używane, nie może uczulać.
Z akrylem łatwiej sobie poradzić w produkcji, bo po pierwsze nie trzeba go zbierać z pola ani ganiać po pastwisku, żeby jakieś zwierzę ostrzyc, więc cena takich motków jest niższa (i tu pojawia się potężny i ważny temat ekologii, traktowania zwierząt, ilości wody zużywanej w hodowli, uprawie i produkcji różnych rodzajów włókien i śladu węglowego, możliwości recyklingu, ale to jest kwestia na osobny i to bardzo długi wpis, ale trochę o drugim i trzecim życiu akrylu znajdziecie poniżej). I tak, nie mamy motków z naturalnych włókien, ale mamy coś, co jest tanie, a to przydaje się szczególnie w dwóch sytuacjach. Po pierwsze przy wielkich projektach typu narzuty i koce, które bardzo chcemy, ale nie stać nas na potężny wydatek na wełnę i które mają być lekkie (bawełna okazuje się tania, ale za ciężka) i chcemy je potem prać w pralce i nie czekać na ich wyschnięcie cztery dni. Po drugie dla początkujących, którzy boją się porażki i utraty wydanych pieniędzy. Wiele rzeczy można wtedy testować z bawełny, która też jest tania, ale bawełna nie na wszystko się nadaje i akryl daje nam spokój duszy, że uczymy się na czymś, co w razie totalnej porażki nas nie zrujnuje.
Plus akrylu – kolorystyka, zazwyczaj niesamowicie szeroka, od pasteli do kolorów o nasyceniu, od którego oczy bolą. Akryl nie ma też tendencji do farbowania, więc łączenie go ze sobą nie przypomina rosyjskiej ruletki.
Minus akrylu – nie jest tak oddychającym włóknem jak te naturalne, jego higroskopijność (czyli zdolność do wchłaniania wody) jest znacznie niższa. Dlatego nie jest polecany jako włóczka na ubranka dla maluchów czy bluzki dla dorosłych, które bezpośrednio dotykają całej skóry. Ale już sweterki czy kocyki dla najmłodszych i swetry dla starszych jak najbardziej. Tym bardziej, że akryl nie ma tak wielkich wymagań przy praniu jak wełny i pralka mu niestraszna, a jest lżejszy „na wagę” niż bawełna i schnie nieporównywalnie szybciej. I jeszcze jedno – robótki z akrylu niewiele zmieniają się wielkościowo po praniu, czyli nie mamy tego stresu, który odczuwa wiele osób mniej doświadczonych, że dziergają sweter, piorą i uzyskują cudowną tunikę do kolan.
Minus dla lubiących chusty, szale i ażury na drutach – akryl się nie blokuje, nie ma żadnej pamięci kształtu po praniu, więc nie ma sensu dziergać z niego niczego z wymagającym wzorem, bo i tak nie da się go wyeksponować. Ale już chusty, gdzie efekt daje mieszanie kolorów, a oparte są o splot francuski, jak najbardziej nam wyjdą. Warkocze w swetrach też. I wersje szydełkowe naszych robótek też można robić z akrylu.
I jeszcze jedno – akryl pojawia się też w mieszankach z innymi, naturalnymi włóknami. Zazwyczaj jego dodanie ma na celu ustabilizowanie włóczki, wzmocnienie jej, zmniejszenie wymagań dotyczących prania, ale zalety włókien naturalnych są w takich mieszankach zachowane.
I jeszcze jedna kwestia, która dla mnie jest dość ważna – zawsze zastanawiam się, czy to, co dziergam będzie na kilka sezonów. Akryl jest włóknem w stu procentach sztucznym, który wyrzucony, będzie się rozkładał w środowisku o wiele dłużej niż bawełna, wełna czy inne naturalne włókna. To jego potężny minus – wyrzucony sweter z akrylu to krzywda dla planety. Ale z drugiej strony akryl jest wytrzymały, trudno go zniszczyć w praniu, o ile nie zrobi się czegoś ekstremalnego, dlatego używanie kocyków czy swetrów można planować nie na sezon, a na kilka sezonów, dać im nie tylko drugie, ale i trzecie życie. Akryl, podobnie jak sporo wełen z krótkim włoskiem, można odświeżyć golarką do dzianin i znowu dodać kolejny rok. Akryl dobrze się pruje i przerobienie go na coś innego, większego, mniejszego też wchodzi w grę – kolejne życie dla włóczki. A jak już coś będzie zniszczone lub będziemy tego mieli absolutnie dość, to nie wyrzucamy takich rzeczy (i nie jest ważne, z czego z zostały zrobione, z akrylu, wełny czy mieszanek), zostawmy takie zużyte swetry czy kocyki, można je przerobić na patchworkową, dzianinową narzutę dla nas (trochę pracy, cięcia nożyczkami, szycia na maszynie, machania szydełkiem lub igłą, ale warto), a jeśli nie, to na ciepłe koce z resztek dla schronisk dla zwierząt, w okresie zimowym są dla nich bezcenne, a dla naszych motków to jest czwarte lub piąte życie i to z korzyścią dla braci mniejszych.
I na koniec bardzo osobiście – czy akryl jest moją ulubioną włóczką? Nie, nie jest, nigdy nie zrobię z niego skarpetek czy bluzeczki, ale są projekty, do których używam go z uśmiechem na ustach. Z akrylu robię swoje najbardziej domowe swetry, które wiem, że chcę nosić często, prać w pralce i odwirować, żeby mi szybko wyschły, w których mogę wpaść do magazynu i pracować, układać w nich puzzle na podłodze, sprzątać, przytulać koty i obrastać od razu w ich futerko i jak zaciągnę nitkę, to nie wpadam w histerię, bo to sweter „do noszenia” a nie „do wyglądania”.
W Sklep-IKu akryl nie króluje, jest go niewiele, ale to wynika z tego, że po eksperymentach zdecydowaliśmy, że zostaje tylko oferta ze Stenli. Dlaczego? Bo wiemy, że to firma, która w swojej działalności jest świadoma ekologicznie (linie włóczek eco, promowanie włókien z lokalnych hodowli i upraw, dbałość o proces produkcyjny), akryl nie dominuje w ich ofercie i mamy nadzieję, że nawet przy jego produkcji zastanowią się nad kwestią tego, jak to zrobić, żeby był jak najwyższej jakości, ale bez zbędnej chemii. Mamy ich najbardziej klasyczny akryl w szerokiej palecie kolorystycznej (Classic), wersję dla najmłodszych (Bebe Anti-Pilling), mało przetworzony akryl, który przypomina skrętem i fakturą dzianiny bawełnę (Terra Nova).
Wasza Aga M. – Intensywnie Kreatywna
3 komentarze
Zostaw komentarz
Musisz się zalogować żeby opublikować komentarz.
Wspaniale to napisałaś Aga. Dziękuję. Mam pytanie, czy Bebe Anti-Pilling nadaje się na chustę mozaikową? Pozdrawiam serdecznie
Ania
Ta chusta wyjdzie ze wszystkiego, akrylu też.
pozdrawiam Aga M.
Dziękuję za odpowiedź.
Ania