Księżycowa chusta brioszkowa

To zaczynamy, jak zwykle od listy rzeczy do przygotowania.
Po pierwsze i najważniejsze wzór – korzystamy z DROPSowego wzoru Pink Moon i zaglądamy do nich na stronę, drukujemy sobie wszystko, co wydrukować należy. A jeśli podejdziemy bardziej ekologicznie, to zapisujemy sobie link i można później zaglądać.
Teraz włóczka – oryginalnie wzór jest robiony z DROPS BabyAlpaca Silk, która już nie jest produkowana, jednak można wybrać inne włóczki z grupy A (klikamy i oglądamy). Ze względu na konieczność blokowania, bo jest brioszka, to sugeruję wełny, czyli Baby Merino, Fabela, Alpakę, Norda, Florę. Nie wybierajcie raczej bawełny. Jeśli ktoś zapyta, a co z kudłaczami? Na przykład, czy mogę robić z Kid-Silka? To będzie niezły eksperyment, ale może wyjść doskonale, tylko trzeba mieć już nieco doświadczenia z brioszką. Dlatego takie egzotyczne pomysły zostawmy osobom z doświadczeniem, ale nie są one wykluczone. Inne włóczki, nie DROPSa? Oczywiście, że tak. Każda włóczka dająca próbkę prawymi bardzo około 23 x 30 będzie akceptowalna.
Ilości w gramach podane są we wzorze.
Teraz druty – koniecznie druty z żyłką, bo inaczej nie uda nam się robić brioszki. Grubość sugerowana to 3.50 i żyłka minimum 80 cm (100/120 cm może okazać się wygodniejsze pod koniec robienia). Przy tej chuście wielkość próbki i dobieranie do niej grubości drutów nie jest kwestią życia i śmierci. Jeśli ktoś dzierga bardzo ścisło, to niech sięgnie po 4.00, jeśli bardzo luźno to powiedzmy po 3.00.
Drobiazgi – może się przydać jeden marker wpinany lub mała agrafka, nożyczki, igła do chowania nitek i możliwe, że szydełko też się przyda przez chwilę.
Rzecz najważniejsza i najpotrzebniejsza – nastawienie na pełen sukces dziewiarski i potrzeba wspólnego dziergania!
Czas na dzierganie. Filmowo jest wszystko i nawet więcej. Zaczynamy od nabierania oczek, a kończymy na ostatnich rzędach, przy czym okaże się dość szybko, że chusta jest powtarzalna i zrobienie kilku sekwencji wspólnie pozwoli Wam później na bardzo samodzielne dalsze dzierganie.
Podpowiedzi mam dwie. Jedna jest natury filozoficznej – nie spieszcie się! Szczególnie nie spieszcie się w segmentach brioszkowych. Ja dziergam z alpaki i ona jest śliska, chociaż ma włoski. W brioszce łatwo jest zgubić nitkę owijki, wbić się nieuważnie i nagle okazuje się, że oczko się pruje w dół i nie ma czego ratować. Pomijam, że ratowanie brioszki bywa trudne, bo mamy mnóstwo dziwnych nitek. Dlatego lepiej powoli, ale bez wpadek. Sama to sobie powtarzam.
Ale jeśli zdarzy się jakaś tragedia, to można się do niej przygotować i tu jest podpowiedź druga. Możecie wykorzystać „life line”, czyli linę ratunkową. Jeżeli macie druty, w których jest malutka dziurka w okolicach łączenia żyłki i drutu (w zestawach skręcanych jest zazwyczaj na gwincie żyłki), to ta dziurka służy do przewleczenia cienkiej długiej nitki i przerobienia z nią dowolnego rzędu, wtedy lina ratunkowa pojawia się w oczkach automatycznie i po zrobieniu całego rzędu mamy ją gotową.
Możecie wciągnąć taką ratunkową nitkę w rzędzie tuż przed brioszką, a możecie też – wykorzystując druty z dziurką – umieszczać ją w dowolnym momencie. Wtedy, jeśli jakieś oczko ucieknie, to zatrzyma się na tej ratunkowej nitce i można spokojnie pruć całość albo próbować łapać oczka i naprawiać błąd.
Filmy zostały podzielone na trzy części, żeby nie były za długie.
——————–
——————–
Kończymy i uprzedzę ewentualne pytania – zamykanie robótki idzie szybciej, niż można się spodziewać. Ja trochę spanikowałam, bo tyle oczek, dość pracochłonna technika zamykania, a okazało się, że poszło ekspresem.
Zamknięcie oczek wykorzystuje technikę i-cord, więc będziemy mieć na brzegu ładny i estetyczny rulonik. Polecam takie podejście wszędzie tam, gdzie zależy nam na wielkiej elastyczności brzegu (można dodatkowo wykorzystać grubsze druty) i gdzie to zamknięcie może być dodatkowym elementem ozdobnym. Pomysł projektantów DROPSa uznaję za doskonały przy takiej chuście.
A kiedy skończymy, to moczymy i blokujemy.
Chusta i tak wyszła mi dość duża, więc nie upierałam się przy blokowaniu na blachę i powiększaniu. Bardziej chodziło o sprawienie, żeby całość stała się równiutka i poukładana, jak trzeba. U mnie obeszło się bez ani jednej szpilki i drutów do blokowania. Ułożyłam sobie równo górny brzeg i później wygładzałam kolejne paski wzorów, przytrzymując górę, żeby się nie ruszała i lekko rozciągając kolejne części. Przy brioszce i ażurze trzeba pilnować, żeby linie wzoru nie były przekoszone. Półokrągły brzeg też wygładzałam i bardzo delikatnie rozciągałam tak, żeby powstał równy, ładny półksiężyc. Tak to wyglądało na karimatach – zdjęcie mało pociągające, bo słońce, okno, ręcznik, ale pokazuje, jaki stan trzeba osiągnąć. Podejdźcie do tego z cierpliwością, gładząc, głaskając i wyrównując do skutku.
A kiedy wyschnie, to sprawdzamy, czy wszystkie zabezpieczenia nitek trzymają i jeśli tak, to przycinamy na krótko.
I pamiętajcie, że jeśli pracujecie z alpaką, to przed moczeniem oczka są nierówne, krzywe i brzydkie (nie ukrywajmy, wygląda to fatalnie), ale woda czyni cuda i widać to na dwóch poniższych zdjęciach dowodowych – przed i po praniu i blokowaniu.
Miłego dziergania!