„Bo ja nie umiem w kolory”

Data publikacji: 20 maja 2024|Kategoria: Bez kategorii|Tagi: , |Czas czytania: 5,2 min|

Nawet nie wiecie, jak często czytam lub słyszę od Was jakąś wariację na temat tego stwierdzenia – „nie umiem w kolory”. Nie umiem dobrać kolorów do żakardu. Nie umiem wybrać, jakim kolorem zrobić wykończenia. Nie umiem zdecydować, jakie kolory wybrać do kolorowego koca.

Dzisiaj po raz drugi poopowiadam Wam o kolorach i tym razem skupimy się na wykończeniach i ozdobnych plisach. Przypominam, że był już bardzo obszerny wpis o kolorach, taki bardziej o teorii ich dobierania i jak sobie pomóc, jeśli nie ma się bladego pojęcia, co do czego pasuje, pojawił się przy okazji robienia jednej z mozaikowych chust – kto jest zainteresowany, ten zagląda TUTAJ.

A dzisiaj o wykończeniach, a konkretnie o ozdobnych plisach (lub ściągaczach), które mogą się pojawić przy sweterkach, bluzeczkach, kocykach, chustach, otulaczach… W sumie to przy wszystkim, przy czym Wasza wyobraźnia sobie takie plisy wymarzy.

Jeśli plisa ma być użytkowa i mało widoczna, to oczywistym wyborem jest zmiana splotu na francuski, ryż, ściągacz dowolnego rodzaju i zrobienie go w dokładnie tym samym kolorze, w którym powstaje cała robótka. Będzie spełniał swoje zadanie (czyli nic się nie będzie rolować lub podwijać), ale nie będzie ciągnął wzroku w swoim kierunku. I tu wskazówka dla osób bardziej obfitych w obwodach, którą ja sama czasem stosuję – jeśli jest nas sporo w biuście i biodrach, to zróbcie kolorową, kontrastową plisę przy dekolcie i ewentualnie rękawach, ale na biodrach zróbcie ją z głównego koloru robótki. Wtedy kolor będzie przyciągał uwagę do Waszej twarzy i dekoltu, ale nie będzie prowokował do patrzenia na kontrastowy pasek na biodrach i nie będzie nas tam wizualnie poszerzał.

To popatrzmy na tę kwestię na przykładach.

Najpierw robótka niby w jednym odcieniu, ale bardzo ozdobna i szalona. Tutaj dodawanie kontrastowego koloru to było już stanowczo za dużo. Rozwiązaniem było znalezienie takiego koloru, który będzie zamykał całość – naturalny wybór pada na coś w najciemniejszym już użytym odcieniu, bo wtedy dostajemy ładną „ramkę”, można jednak użyć też czegoś najjaśniejszego, co lekko rozmyje wykończenia (tak jest na dole). Ciekawostką jest to, że kolor użyty w wykończeniach nie jest tym samym, co najciemniejszy fiolet w bluzce, są podobne, ale to nie to samo.

Teraz mamy coś niesamowicie prostego, co aż się prosiło o jakieś malutkie szaleństwo w plisach. Tutaj moje myśli szły tropem kolorów występujących w naturze – niebo i ziemia, morze i piasek, dżinsowy niebieski i piaskowy beż. Szukanie inspiracji w naturze bywa bardzo ciekawą przygodą i polecam Wam to z całego serca, zdjęcia, widoki ze spaceru, a nawet zestawienie kolorów na opakowaniu czegoś, co kupiliście, warto to zapisywać i korzystać, kiedy szukacie pomysłów na kolorystykę swoich projektów.

Moja ostatnia bluzeczka – Herbaciana była wykończeniowym free-stylem. Wiedziałam, że do tych różano-herbacianych kolorów chcę mleczne wykończenia, żeby dodać jej jeszcze więcej kobiecości i delikatności. Ale jednocześnie zależało mi na małym akcencie koloru – stąd pojedynczy pasek ciemniejszego różu na tym mlecznym tle. Jeszcze silniejszym akcentem byłoby zrobienie plis całych ciemnoróżowych, wtedy ciągnęłyby oko jeszcze bardziej. Przy okazji widać tutaj dokładnie to, o czym pisałam na początku – uwagę ma na siebie zwracać dekolt, ale nie biodra (tym bardziej, że bluzeczka była robiona jako bardzo luźna, więc nie ma co podkreślać obwodów na dole), stąd dolna plisa jest po prostu przedłużeniem wykorzystania koloru głównego.

I jeszcze jeden przykład – kolorystycznego szaleństwa – dwa gradientowe motki i do tego żakard na okrągłym karczku. W takich przypadkach bardzo zależy nam na tym, żeby ten żakard wyglądał „jak z obrazka”, a obraz najlepiej wygląda, kiedy ma ramkę. Dlatego dobrze jest zrobić plisę dekoltu i rękawków czymś, co pięknie odetnie całość i narysuje wyraźną krawędź dla wzoru. Stąd użycie ciemniejszego koloru jest wskazane. Ma „ciąć”, nie „rozmywać”. W tej bluzeczce kolor, którym był robiony żakard zaczynał się od jaśniejszych odcieni, które widzicie we wzorze, ale koniec motka (którego nie potrzebowałam, bo żakard nie był włóczkożerny) był ciemniejszym, oberżynowym odcieniem, który oczywiście pasował do kolorów żakardu – wykorzystałam zatem drugi koniec motka i nim są zrobione wykończenia na górze. Dół to kontynuacja głównej włóczki, ale akurat farbowanie układało się tak ciekawie, że zmieniało nasycenie o odcień, więc „samo wyszło” tak, że wygląda to jak ciemniejsza, wyraźniejsza plisa. Czasami włóczka zrobi za nas całą robotę sama.

Ale najważniejsze jest to, żeby Wasze robótki podobały się Wam! I jeśli oznacza to, że chcecie połączyć kolory, których niby łączyć się nie powinno (chociaż nie wiem czemu, bo w końcu to nie leki, których połączenie ze sobą może być niebezpieczne lub niewskazane, ale nie słyszałam jeszcze, żeby komuś zrobiło krzywdę połączenie kolorów), to łączcie! Róbcie szalone wykończenia! Używajcie takich odcieni, które Was zachwycają i nie martwcie się ocenami, bo zapewniam Wam, że okaże się, że usłyszcie mnóstwo komplementów i zachwytów nad tym, co zrobiliście, sporo „że też ja na to nie wpadłam/em”, ale raczej nie komentarzy, że to źle wygląda. Bo co innego, że ktoś nie lubi jakiejś kombinacji kolorów – ma do tego prawo (ja nie lubię musztardowego i bordo razem), ale to nie jest nauka ścisła z wzorami, zasadami i nieprzekraczalnymi warunkami. Kolor ma nas cieszyć!

Zostaw komentarz